Bank to bardzo poważne miejsce dla dorosłych ludzi, Ula zastanawia się, czy może w nim być coś ciekawego dla malutkiej dziewczynki. Trochę się waha, czy zaplanowanej przez mamę wycieczki do banku nie zamienić na wizytę na placu zabaw. Huśtawka i zjeżdżalnia w jej oczach w pierwszym momencie wydaja się być bardziej interesujące.
Jednak po krótkim wahaniu Ula wybiera jednak bank, zawsze dobrze poznać nowe miejsce. Nie żałuje swojej decyzji już w momencie kiedy po wyjściu z autobusu linii 118 jej ciekawym oczom ukazuje się gmach Narodowego Banku Polskiego. Na samym jego szczycie, tuż pod dachem jest złoty statek, żaglowiec. Zdaniem Uli jest piękny. W środku budynek wygląda bardzo poważnie, dostojnie i majestatycznie, jak na bank przystało. Ma tez swoja tajemnicę. Po usłyszeniu słowa "tajemnica" Ula już zapomniała, że w ogóle dziś myślała o huśtawkach.
Ponad sto lat temu, kiedy budowano wspaniały gmach dla zupełnie innego banku urządzono w nim skarbiec. Przecież w każdym banku przechowywane są pieniądze, złoto i inne kosztowności. I każdy bank musi być odpowiednio zabezpieczony przed różnego rodzaju rabusiami. Przecież nawet w książeczkach dla dzieci napadane są bajkowe banki. Gdański gmach także ma swoje zabezpieczenia. Jakie? tego się Ula, ani nikt inny nie dowie. To jest ta pilnie strzeżona tajemnica. Do tej części ogromnej budowli, w której znajduje się skarbiec wstępu nie ma nikt poza grupą pracowników. Mało tego, nie ma jej nawet na żadnych ani starych, ani nowych planach.
Wyobraźnia małej dziewczynki zaczęła intensywnie działać, zanim jeszcze ona sama wyszła z banku. Nawet na huśtawce, na której Ula huśtała się po skończonej wycieczce jej myśli były jeszcze przy szyfrach, kluczach, zamkach sejfach i alarmach.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gdańsk dla Uli. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gdańsk dla Uli. Pokaż wszystkie posty
piątek, 24 maja 2013
sobota, 2 marca 2013
Kościół św Ignacego Loyoli
Kościół św Ignacego nie ma ani jednej wieży, a jest bardzo stary. Wieże kiedyś były, ale dwieście lat temu, podczas wojny obie zostały zburzone i już nikt ich nie odbudowywał. Obok kościoła już stała drewniana dzwonnica, także wieże nie były bardzo potrzebne.
Kiedyś przy kościele działała szkoła, służący w parafii księża zakonnicy- Jezuici, słynęli z tego, że byli bardzo dobrymi nauczycielami.
Wujek pewnego małego chłopca - Józka, ponad trzysta lat temu postanowił, ze trzeba go wysłać do najlepszej szkoły w okolicy. Józek mieszkał nieopodal Kościerzyny, więc okazało się, że najbliżej miał właśnie do Starych Szkotów (wtedy to była wieś, a dziś część Gdańska), gdzie przy kościele św Ignacego ojcowie Jezuici prowadzili wspomniane tutaj gimnazjum. Gdy chłopiec skończył szkołę został pisarzem, a potem poszedł do wojska, walczył o wolna Polskę w armii utworzonej przez Francuza Napoleona Bonaparte. I tam napisał piosenkę, która zaczynała się od słów: "Jeszcze Polska nie zginęła..." Dziś to hymn Polski, a Józek miał na nazwisko Wybicki, i dzięki temu, że napisał taką ważna dla Polaków pieśń jego nazwisko pamiętają wszyscy, nawet dzieci.
piątek, 1 lutego 2013
Dwór Artusa
Ula uważnie obserwuje jeden z budynków przy Długim Targu. To Dwór Artusa. Co to ten Artus? Ciemne oczka Uli patrzą pytająco.
Dawno, dawno temu w dalekiej Anglii żył pewien mądry i sprawiedliwy król o imieniu Artur, albo Artus.Można mówić tak albo tak. Mieszkał w zamku o nazwie Camelot. Doradzał mu czarodziej z długą brodą o imieniu Merlin. Obaj widzieli, jacy mężni i oddani rycerze służą Arturowi. Wspólnie postanowili, że takim dzielnym wojownikom należy się specjalne traktowanie. W tamtych czasach w zamkach były sale tronowe, w których stały trony, na których siadali królowie a poniżej na krzesłach, w kolejności według zasług zasiadali pozostali rycerze, oczywiście ci najważniejsi byli najbliżej króla. Król Artur i czarodziej Merlin ustalili, że na dworze w Camelot będzie inaczej. Wszyscy wojownicy zasługiwali przecież na honorowe miejsce. Dlatego w sali tronowej ustawili okrągły stół, przy którym na takich samych krzesłach siedzieli zarówno król Artur, jak i jego rycerze.
Taka była legenda, a co ma ona wspólnego z gdańską kamieniczką? Ula z ciekawości wychyla się spod pomarańczowej budki wózeczka.
Gdańscy mieszczanie doskonale znali tą starą legendę i postanowili, że na wzór angielskich rycerzy również spotykać się będą przy okrągłym stole, rozmawiać, pić piwo, biesiadować. Dlatego właśnie wybudowali sobie taki budynek, który nazwali "Dworem Artusa", żeby nikt nie miał wątpliwości, że właśnie tutaj Gdańszczanie spotykają się niczym rycerze króla Artusa.
Ula, oczywiście niesiona na rączkach, bo szkoda brudzić piękną posadzkę kółkami wózka zagląda do środka, ma ten przywilej, że nie musi zakładać foliowych, jednorazowych kapci. W końcu pomarańczowa podeszwa jej bucików nie dotknęła jeszcze nigdy błota. Ula patrzy na wspaniałą wielką salę, na obrazy, poroża jeleni, modele statków zawieszonych pod sufitem i oczywiście na ogromny piec kaflowy. Prawie tak wysoki, jak cała kamieniczka, od podłogi, po dach. Nie ma kaloryferów, żeby było ciepło trzeba było w środku, w brzuchu pieca rozpalić ogień. Kafle zaś w niczym nie przypominają tych, które mamy w łazience i na podłodze w kuchni. Każdy z nich to obrazek, przedstawiają królów, królowe, książąt z całej Europy. Musiało być ciepło przy takim piecu...
czwartek, 20 grudnia 2012
Port lotniczy im. Lecha Wałęsy, czyli Ula w samolocie.
Lotnisko to najlepsze miejsce, gdzie
można zobaczyć samoloty. Obok pomiędzy terminalem przylotów i terminalem
odlotów znajduje się świetny punkt obserwacyjny, z którego widać płytę
lotniska, a na niej samoloty. Jak to jest, że te ogromne, ciężkie maszyny
latają? Konstruktorzy znają świetnie prawa fizyki i wykorzystują je, aby zbudować
takie maszyny, które będą latać, pomimo swojego ciężaru.
Samoloty w Gdańsku pojawiły się prawie
sto lat temu. Port Lotniczy znajdował
się w miejscu, gdzie wznoszą się bloki Zaspy. Na początku utworzono tam
lotnisko wojskowe, a po I wojnie światowej, kiedy to europejskie państwa
zdecydowały, ze w Gdańsku wojska ma nie być, lotnisko zaczęło obsługiwać pasażerów.
W latach dwudziestych dwudziestego wieku właśnie tam powstawały Polskie Linie
Lotnicze LOT, a dziesięć lat później otwarto coś niesłychanego, jak na tamte
czasy – pas startowy przystosowany do lotów nocnych. Dziś to nic niezwykłego,
ale prawie sto lat temu samolot na nocnym niebie był rzadkością.
Mijały lata i miasto Gdańsk powiększało
się, budowano nowe osiedla. Ogromny teren lotniska powoli zaczął być otaczany prze domy. Lepiej, bezpieczniej dla
samolotów i wygodniej dla mieszkańców (samoloty to bardzo głośne maszyny) jest,
gdy lotnisko znajduje się na uboczu, a znowu lotnisko też chciało się rozwijać,
potrzebowało dłuższego pasa startowego, dlatego zdecydowano o przeniesieniu
gdańskiego portu dalej. Nowy powstał niedaleko wsi Rębichowo. W miejscu dawnego
powstało osiedle Zaspa.
Obecnie gdański port lotniczy jest jednym
z najważniejszych, po Warszawie i Krakowie w kraju. Ma nowoczesne terminale,
które obsługują loty po całej Europie. Ostatnio gościł na nim nawet słynny już w
Polsce Boeing 787 Dreamliner.
Lotnisko jest bardzo nowoczesne i położone
na tyle niedaleko od największego lotniska w kraju- warszawskiego Okęcia, ze
pełni dla niego funkcję lotniska zapasowego. Oznacza to, że gdyby z jakiegoś
powodu np., z powodu mgły samolot nie mógł wylądować w Warszawie zostanie
skierowany właśnie do Gdańska.
Ula ma już za sobą pierwszy lot samolotem, na
trasie Gdańsk – Wrocław i z powrotem. Lot trwał godzinę, a ona przez cały ten
czas miała świetny humor i bacznie obserwowała to co się dzieje wokół niej, z
krótką przerwą kilkuminutową na drzemkę. Dzięki tej podróży zwiedziłyśmy lotnisko dokładnie, chyba najciekawszym doświadczeniem była kontrola bezpieczeństwa. Wózek został dokładnie przeszukany i Uli herbatka z dzikiej róży dokładnie sprawdzona. Lot powrotny odbył się w nocy ( może późnym
wieczorem, ale dla Uli to już jest raczej noc) z 5 na 6 grudnia. Ciekawa data,
jak na latanie w powietrzu, prawda?
Subskrybuj:
Posty (Atom)

